Wilga Orient 2016

Dlaczego Wilga?

Startuję tutaj trochę na wariata. Chciałem w końcu zrobić coś epickiego. Specjalnie nie przygotowywałem się pod kątem długich marszobiegów. Jedynie dziesiątki lub górskie piątki po Puszczy Bukowej. Chciałem dać sobie w kość, ale nie przypuszczałem aż takich problemów. Zdecydowanie za długi kilometraż na pierwszy raz. Ale czy nie o to chodzi? O złojeniu się na maksa?
Przyjeżdżam/po części przychodzę z Szamotuł w piątek wieczorem. Start Wilgi orient 2016 przewidziany jest na 7:30 w sobotę. Dostajemy mapy na 15 min. przed zawodami. Jest jeszcze ciemno, muszę świecić czołówką. Wybieram następujący wariant:

• na początek korzystam z mapy ogólnej 1:50 000,
• póki jest siła spróbuję pokonać największe odległości i złapać najbardziej oddalone punkty,
• kieruję się na wschód w stronę Lipnicy.

Mój ślad na mapie topo 1:50 000 (źródło mapy: http://sebawojc.blogspot.com)

Jak się później okazuje wybrałem wariant niezbyt jest dostoswany do moich możliwości. Dodatkowo większość pozostałych rajdowców zdecydowała się na odwrotny wariant, z wykorzystaniem wpierw szczegółowych map BNO. Wydaje się, że za tym wyborem stoi pewnie chęć zaliczenia jak największej liczby punktów w krótkim czasie, za dnia, póki świeżość i energia pozwala.

Myśl #1
Może warto na początek zebrać jak najwięcej punktów, które są rozłożone na niewielkim obszarze przy sprzyjających warunkach pogodowych i oświetleniowych oraz uwzględniając świeżość startową? Każdy kolejny zaliczony punkt poprawia morale i dodaje pewności siebie. Tymczasem ja pokonywałem wiele kilometrów przez długi czas zaliczając przy tym niewiele punktów. Przyznam, że mnie to demotywowało.

W Koźlu skręcam na wschód szukając najbliższego punktu z mapy BNO Koźle – PK29 – szczyt górki. Kolejne punkty to już mapa 1:50 000. Kieruję się na PK35 – skarpa za dwoma biegaczami. Chyba nie jest to dobra decyzja. Pierwszy problem, są za szybcy. Drugi, za ich śladami, muszę wdrapać się na drut kolczasty oddzielający pola. Straciłem tam 5 minut, bo drut się chybotał… Trzeci, przeprawa przez rów melioracyjny. Pomimo niewielkiego rannego mrozu, nie jest on zamarznięty, a ja próbuję go przeskoczyć. Niestety, jest za szeroko. To był jeszcze ten czas, kiedy nie chciałem się moczyć. Jak się okazuje, ta niechęć stopniowo malała. Później jest wszystko jedno. Zamiast przeskakiwać, powinienem był od razu pobiec wzdłuż rowu i znaleźć przeprawę. Była. Skarpa ukryta jest głęboko w lesie, mam pewne problemy z jej odnalezieniem. Centrum koła punktu na mapie jest lekko przesunięte od ścieżki. Dlaczego nie zagłębiam się w las od razu, tylko wypatruje punktu ze ścieżki? Cóż, niedoświadczenie początkującego. Kolejny PK36 – róg lasu sprawia mi jeszcze więcej kłopotu. Docieram do rozległej polany z przecinkami i odnowieniami leśnymi, o nieregularnej ścianie lasu. Rogów lasu obserwuje dużo, co zmusza mnie do obejścia całego skraju lasu. Nareszcie punkt jest, ale tracę dobre 15 min. na nieproduktywne poszukiwania. PK37 – róg granicy kultur – jest tam szereg równoległych ścieżek wychodzących z lasu na pole. Jestem przekonany, że mapa nie oddaje rzeczywistości, ponieważ liczę ścieżki i wiem, w którą skręcić. W tym przypadku punkt to granica lasu z polem. Po drodze jednak wyobrażałem sobie lepszą lokalizację tego punktu, na przykład prosta granica lasu sosnowego i brzozowego. Tutaj muszę chyba oddzielić własną wyobraźnię od realności, którą organizator pojmuje na własny sposób.

Myśl #2
Ograniczyć działanie wyobraźni, bo przecież to musi być tu!

PK39 – charakterystyczne obniżenie. Faktycznie punkt położony jest w centralnym miejscu rozległego, porośniętego lasem zagłębienia. Nie ma problemu z szukaniem. Do następnego punktu w linii prostej jest niecałe 2 km, po ścieżkach zaś realnie 3 lub więcej. Zagalopowałem się szukając PK41 – mostek. Trafiam na duży zabagniony obszar i tracę kilkanaście minut na wydostanie się. W końcu dostaję się do mostku, który w istocie jest kilkoma belkami zakopanymi w ziemi na ledwo widocznej strudze. Tutaj wyobraźnia orgów poszybowała w sufit 😉 Dalej, znowu problemy. Las zagęszcza się i tworzy plątaninę krzaków. Trafiam do PK43 – zakręt rowu, po perturbacjach z przekraczaniem strumienia, ślizgając się po mokrych konarch powalonych drzew i wspinając się na skarpy. Było ciężko, będzie jeszcze bardziej! Sam punkt położony jest na mikroskopijnej wysepce pośrodku potoku. Piękne – kwintesencja przygody. Przeskoczyć wody się nie da. Inni zawodnicy idą na sposób. Przewracają konar w poprzek rowu. Idziemy tak po masakrycznie śliskiej korze. Nie chce mi się tak kombinować, więc przeciągam kopyto po kolano w wodzie. Tak szybciej, no i czas się w końcu zmoczyć.

Punkt 43 na środku rozlewiska

Punkt 43 na środku rozlewiska. Kąpiel?

Świetnym punktem jest PK42 – obniżenie na wale szwedzkim. Proste orientacyjnie miejsce, nie da się zgubić, a na dodatek trzeba wdrapać się na wał. To mi się podoba, nareszcie! Z PK42 do PK44 jest bardzo daleko. Liczę ok. 4 km po ścieżkach leśnych. Dalej uprawiam marszobieg. Wybrany wariant zaczyna mi się nużyć. Zaczyna mnie przerażać ogrom punktów do zdobycia. Mam dopiero 8 punktów na 48, a minęły 3,5 godziny. PK44 – charakterystyczne drzewo na łące to ulga od skomplikowanego nawigowania. Z dala widać to drzewo, masz pewność, gdzie iść. PK34 – róg obniżenia (SW) oraz PK33 – dół odnajduję bez większych problemów. I tutaj kończy się dobra passa i jako takie zaliczanie punktów. Podejmuję prawdopodobnie złą decyzję. Po PK33 schodzę w dolinkę, na północ. Wpadam tam w spore bagnisko, które spowalnia marsz. Jak wynika z mapy, obszar doliny usiany jest punktami (jest ich 4), ale warunki topo ograniczają szybkość przemieszczania się. W PK46 nie ma perforatora. Skarpa wyraźnie dominuje w krajobrazie płaskiej doliny. Teren przeradza się w ogromne bagno o powierzchni kilkaset metrów kwadratowych. Nie wiem, jak to się stało, ale trafiam w sam środek tego nieszczęścia. Im dalej tym gorzej, powrót prawie niemożliwy. To taka zabawa w przeskakiwanie 2-metrowej szerokości strumieni, wyciąganie nóg z wciągającej błotnistej brei (tak! po kolana…dobrze, że buta nie zgubiłem 😉 i w moczenie się w lodowatej wodzie. Gehenna!

Ciężkie warunki terenowe na trasie Wilga Orient 2016

Błotnista maź dla spragnionych relaksu maszerów

W tym miejscu pierwszy raz tracę orientację i gubię PK47 – siodło (między górkami). Wydaje mi się, że trafiam w końcu na jakieś siodło, ale za chiny nie mogę znaleźć punktu. Las mało przebieżny, mało widoków, wszędobylskie krzaki. Po pół godziny dezorientacji postanawiam odpuścić ten punkt. Konsekwencją tego jest również brak PK48 – górka. Nie chcę przecież wracać w to bagno, które mnie zniszczyło. Zbytnie zaufanie do zmęczonego intelektu skutkuje zgubieniem stron świata. Wyciągam kompas po fakcie. Niestety ląduję blisko punktu 44, czyli kierowałem się na południe zamiast na północ. Jak to się stało? Deja vu! Już tu byłem i krąże bez celu. Las jest jednak w stanie zniszczyć każdego nawigatora.. Tak po prostu się zdarza.

Myśl 3#
Zaprzyjaźnić się z kompasem! W powyższej sytuacji zaoszczędziłbym co najmniej pół godziny.

Pomimo braku paru punktów postanawiam napierać dalej. Teraz biegnę żmudną i nudną droga do Ostroroga, ale dzięki temu szybko nabijam kilometry. Podoba mi się PK31 – szczyt górki. Z daleka widać cel, który jest wyizolowanym, zalesionym wzgórzem kontrastującym z łąkami. Dalej czeka mnie wiele kilometrów po asfalcie i chodnikach miejscowości Ostroróg. Robię za dziwaka (brudny od błota, spocony…), na którego patrzy cała nudząca się w weekend społeczność.

Mapa BNO Wielonek

Mój ślad na mapie BNO Wielonek (źródło mapy: http://sebawojc.blogspot.com)

Zaczynam mapę BNO Wielonek z mieszanymi uczuciami:

• jest godzina 13 – już prawie 6h marszobiegu,
• czuję się obolały, a psycha coraz słabsza,
• zostało niecałe 3h do ściemnienia,
• za mną niewiele punktów (13 na 48), w szczególności 2PK pominięte,
• przede mną multum punktów, w szczególności na mapach BNO,
• przeraża zagęszczenie poziomic oraz urozmaicenie terenu na dalszym etapie.

PK15 na trasie Wilga Orient 2016

Całkiem tu górzysto… przy PK15

Przyznam, że pierwszy raz mam do czynienia z mapą biegów na orientację. Zaskakujące dla mnie jest oznaczenie przebieżności lasu. Bardzo przydatna wiedza, choć z początku nieco myląca. Nieustannie porównywałem to z mapą topo. Tak więc kolor biały oznacza las przebieżny, a ciemniejsze odcienie zieleni wskazują na coraz to mniejszą przebieżność lub nawet jej brak. Nie zamierzam opisywać każdego punktu z map BNO, zważywszy, że zaliczyłem ich stosunkowo niewiele. To, co chciałbym scharakteryzować, to ukształtowanie terenu:

• teren jest urozmaicony,
• duże pokrycie lasem, przy czym jego przebieżność jest w wielu miejscach ograniczona (a nawet niemożliwa),
• występują gęste młodniki iglaste, kolczaste krzaki, połacie połamanych drzew i lasy bagienne,
• utrudniają marsz liczne zabagnienia i zbiorniki wodne,
• położenie punktów sprawia, że należy poruszać się zygzakiem, aby zaliczyć je wszystkie – długość trasy może więc faktycznie wynieść kilkakrotność tego, co długość mapy Wielonek,
• południowa część obszaru jest wyrównana i łatwa w nawigacji.

Mój ślad na mapie BNO Koźle (źródło mapy: http://sebawojc.blogspot.com)

Co do mapy BNO Koźle – nie licząc punktu 29 – nie szukałem tam już żadnego punktu. Stojąc w okolicy punktów 10 i 6 oraz mając 14:30 na zegarku, postanowiłem dotrzeć do bazy przed zmrokiem (ok. 16). Co prawda limit czasowy ustawiono na 19:30, jednak dzisiaj nie miałem ochoty szukać punktów po zmroku, oraz zależało mi na w miarę szybkim wycofie do Szczecina. Czy zaliczyłbym wszystkie pozostałe punkty wykorzystując w pełni dany mi czas do zamknięcia mety? Myślę, że nie było na to szans, ale kto wie. I tak jestem zadowolony.

Uwagi i staty:

Miejsce Numerstartowy Razempkt IlośćPK pp Czas PKkarne Uwagi
21 TP50-24 310 42 600 08:23 290 Brak22PK

Parę linków:

Wyniki

Mapy startowe (do ściągnięcia)

Regulamin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *